Archiwum kategorii: Z rynku sztuki

Bierzemy rynek sztuki pod lupę!
Przyglądamy się i oceniamy kondycję rynku sztuki w Polsce i za granicą. Sprawdzamy co? gdzie? kiedy? kto? i za ile?

SZTUKA CZY BIZNES? SPOTKANIE AUTORSKIE Z DOROTĄ ŻAGLEWSKĄ

W jakiej kondycji jest polski rynek sztuki? Czy dyskusja o jego charakterze ma sens? Co o rynku sztuki mówią jego główni aktorzy? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak rynek sztuki w Polsce? W ogniu tych i innych pytań znalazła się w ubiegły czwartek autorka książki „Sztuka czy Biznes” O sekretach antykwariuszy”, Dorota Żaglewska. 

Czytaj dalej

16. WARSZAWSKIE TARGI SZTUKI – RELACJA

Za nami 16. Warszawskie Targi Sztuki, jedno z najważniejszych wydarzeń artystycznych w Polsce. Jak co roku, od wielu lat, zaprezentowaliśmy w Warszawie obiekty z kolekcji Artykwariatu. Zobaczcie jak wyglądały 16. WTS w Arkadach Kubickiego!

 

Czytaj dalej

12 MISECZEK DO PŁUKANIA PĘDZLI W ZAMIAN ZA… NAJDROŻSZY OBRAZ ŚWIATA?

W ciągu ostatnich kilku lat porcelanowe przedmioty są licytowane wyżej niż kiedykolwiek, a zeszły rok przyniósł rekord wszechczasów. Dlaczego warto poruszać kwestię wartości porcelany w dzisiejszym świecie, kiedy każdy z nas na co dzień używa porcelanowych naczyń, myje ręce w porcelanowej umywalce, kupuje za grosze współczesne figurki wykonane z porcelany? Dlaczego? Dlatego, że nie zawsze tak było.

Jeszcze 100 lat temu na zakup porcelanowej zastawy mogli pozwolić sobie jedynie bardzo zamożni. Jeśli cofniemy się o kolejne 200 lat natrafimy na panującą w Europie tzw. porzellankrankheit, czyli chorobę porcelanową, której ofiary przeznaczają wielkie majątki w zamian za białe złoto Dalekiego Wschodu.

George Savage, badacz zajmujący się historią i technologią porcelany dosadnie ujmuje różnicę pomiędzy dawną, a współczesną porcelaną: „Porcelana sprzed 1800 roku jest tak podobna do porcelany współczesnej, jak oryginalny obraz do oleodruku.”[1] Przyjrzyjmy się zatem cenom – najbardziej brutalnej z ocen dzieł sztuki.

1. Johann Joachim KÄNDLER (1706-1775), Bolończyk, ok. 1750 r.

1. Johann Joachim KÄNDLER (1706-1775), Bolończyk, ok. 1750 r.

Dom aukcyjny: Hugo Ruef
Cena młotkowa: $ 230 000

Ten sympatyczny sierściuch został stworzony w Miśni, zaledwie trzydzieści lat po założeniu pierwszej w Europie manufaktury porcelany. Figurka Bolończyka została zaprojektowana przez jednego z najbardziej cenionych modelarzy saksońskich – Johanna Joachima Kändlera. Stan zachowania oraz doskonały projekt zaowocowały przybiciem ceny wysokości 230 tys. dolarów.

2. Johann Gottlob KIRCHNER (1706-1768), Wielki drop (Otis Tarda), 1732 r.

2. Johann Gottlob KIRCHNER (1706-1768), Wielki drop (Otis Tarda), 1732 r.

Dom aukcyjny: Christie’s
Cena młotkowa: $ 980 000

Niecały milion dolarów trzeba było zapłacić w 2016 roku za miśnieńską figurę „Wielkiego dropa” w domu aukcyjnym Chriestie’s. Znaczne pęknięcie, widoczne pod skrzydłem ptaka, wynikające z niedoskonałości technologicznych należy brać za dobrą monetę i traktować raczej jako swoisty znak czasu, a nie wadę przedmiotu. Na cenę wpłynęła niewątpliwie niewielka częstotliwość pojawiania się podobnych okazów na rynku sztuki, czas powstania oraz rewelacyjny stan zachowania.

3. Jeff KOONS (ur. 1955), Pink Panther, 1988 r.

3. Jeff KOONS (ur. 1955), Pink Panther, 1988 r.

Dom aukcyjny: Christie’s
Cena młotkowa: $ 14 000 000

Za przyczyną Różowej Pantery przenosimy się w czasie do lat 80. XX wieku, kiedy to Jeff Koons tworzy porcelanową kobietę naturalnych rozmiarów przytulającą się do różowego pluszaka. Niebagatelna suma 14 mln dolarów została zapłacona za tę porcelanową rzeźbę w domu aukcyjnym Chriestie’s, w  2014 roku.

4. Czarka, tzw. „Chicken cup”,  the Ming Dynasty (1368-1644)

4. Czarka, tzw. „Chicken cup”, the Ming Dynasty (1368-1644)

Dom aukcyjny: Sotheby’s, Hong Kong
Nabywca: Liu Yiqian, 2014
Cena młotkowa: $ 36 000 000

5. Czarka, tzw. „Chicken cup”,  the Ming Dynasty (1368-1644)

5. Czarka, tzw. „Chicken cup”, the Ming Dynasty (1368-1644)

Niewielka czarka do wina, została nazwana „chicken cup” ze względu na pokrywające ją dekoracje. Informacja o jej sprzedaży obiegła świat niezwykle szybko, nie tylko z powodu rekordowej sumy, jaką wylicytowano ($ 36 000 000), ale również ze względu na nietuzinkowe zachowanie nabywcy. Liu Yiqian – milioner i miłośnik sztuki poprosił, aby do zakupionej czarki nalać mu… herbatę. Nie dość, że obiekt ma wyjątkową wartość muzealną, to został przecież stworzony z innym przeznaczeniem: czarka służyła do picia wina, nie do herbaty. Jak można się domyślić, zachowanie nabywcy spotkało się z falą krytyki. Niesłusznie, bo przecież „chicken cup” to przedmiot użytkowy!  

6. Miseczka do płukania pędzli

6. Miseczka do płukania pędzli

Kolejny obiekt zadziwia pięknem i prostotą. Ta niepozorna, seledynowa miseczka służyła chińskim artystom do płukania pędzli. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że to porcelanowe cudo liczy sobie ok. 1000 lat. Powierzchnię naczynia pokrywa delikatna siateczka spękań, czyli krakelura, która zazwyczaj traktowana jest jako błąd wypału. Ale nie w tym przypadku. Artyści-rzemieślnicy tworzący porcelanowe przedmioty podczas panowania dynastii Song jako pierwsi uznawali owe spękania jako dekorację i celowo  prowadzili produkcję w taki sposób, żeby krakelura pojawiła się na szkliwie. Porcelanowa miseczka do płukania pędzli została sprzedana w październiku 2017 roku i tym samym ustanowiła rekord cenowy w swojej kategorii.

7. Leonardo da Vinci, Salvator Mundi

7. Leonardo da Vinci, Salvator Mundi

Leonardo płucze pędzle w 12 miseczkach porcelanowych z dynastii Song

Leonardo płucze pędzle w 12 miseczkach porcelanowych z dynastii Song

Suma sięgająca 38 mln dolarów, stanowi aż 1/12 ceny najdroższego obrazu świata, czyli dzieła „Salvator Mundi” pędzla samego Leonarda da Vinci. Obraz sprzedał się w połowie listopada zeszłego roku za ok. 450 mln, co stanowi niekwestionowany rekord cenowy na rynku sztuki. Biorąc pod uwagę rangę dzieła oraz pozycję, jaką w świecie sztuki ma ten, chyba najsławniejszy malarz wszechczasów – miseczka do płukania pędzli sięgnęła niemożliwego.

Zdarzenia mające miejsce pod koniec zeszłego roku na rynku sztuki i antyków pozwalają sądzić, że obiekty porcelanowe będą coraz bardziej doceniane przez kolekcjonerów, a co za tym idzie, ich ceny będą szły w górę.

Julia Błaszczyńska

Źródła ilustracji:
1. http://www.ruef-auktion.de/
2.  http://www.christies.com/
3. http://www.christies.com/
4. http://usa.chinadaily.com.cn/china/2014-04/09/content_17417447.htm
5. https://blogs.wsj.com/chinarealtime/2014/07/21/art-collector-stirs-pot-with-sip-of-tea-from-36-million-cup/
6. http://wiadomosci.dziennik.pl/swiat/artykuly/559642,rekord-aukcyjny-38-mln-usd-za-naczynie-z-dynastii-song.html
7. https://yallafeed.com/mhmd-bn-slman-dfa-450-mlywn-dwlar-thmn-lwhh-almkhl-s-1456

[1] George Savage, Porcelana i jej historia, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1977

FIRMA THEODORA FAHRNERA. BIŻUTERIA, OD KTÓREJ WARTO ZACZĄĆ KOLEKCJONOWANIE

Za każdą próbą podjęcia nowego wyzwania czai się obawa. Czy dam radę? Czy posiadam dostateczne informacje, umiejętności, predyspozycje by rozpocząć nieznaną przygodę? Pojawia się niepokój o kwalifikacje, sens, ryzyko. Strach ten czai się w każdej sferze – podjęcia innej pracy, projekcie inwestycyjnym, zaangażowaniu się w nowe hobby. A co, by było gdyby okazało się, że akurat w wypadku kolekcjonowania biżuterii bojaźń wydaje się całkowicie niepotrzebna? Szczególnie jeśli kolekcjonowanie rozpocznie się od biżuterii marki Theodora Fahrnera, firmy, która od ponad stu lat elektryzuje swoją formą, wykonaniem i przede wszystkim niesłabnącą świeżością projektów… 

Początki manufaktury sięgają roku 1855 i koncentrują się wokół osoby Theodora Fahrnera seniora, pierwszego założyciela firmy. Jego projekty skupione były wokół pierścionków o formie ciążącej ku historyzującym, tradycyjnym wzorom zaspokajającym gusta niewymagającej klienteli.

Po śmierci ojca w 1883 roku, Theodor Fahrner przejmuje funkcję kierowniczą firmy i rozszerza jej produkcję. Jako absolwent Kunstgewerbeschule (Szkoła Sztuki i Rzemiosła) w Pforzheim otrzymał wykształcenie, szerokie horyzonty i znajomości umożliwiające mu przekształcenie niegdyś nieistotnej fabryki pierścieni w jedną z najbardziej kreatywnych firm jubilerskich w Europie. Swoją działalność rozpoczyna od współpracy z Kolonią Artystów z Darmstadt. Jednak zdecydowany sukces firmy zaczyna się wraz z prezentacją biżuterii na Wystawie Światowej w Paryżu w 1900 roku, na której marka Theodora Fahrnera zdobywa srebrny medal.

Od tego czasu każdy chce posiadać biżuterię sygnowaną nazwiskiem artysty. Było to o tyle prostsze, że firma Fahrnera w imię założeń ruchu Arts& Craft wykonuje biżuterię dostępną dla wszystkich i – w przeciwieństwie do np. Laliquea – z założeń tych się wywiązuje. Ceny broszek, naszyjników, kolczyków i innych okazują się przystępne dla klasy średniej, wzory natomiast dorównują pomysłom innych czołowych projektantów. Rysunek biżuterii Fahrnera stanowi połączenie angielskiej sztuki secesyjnej z końca XIX wieku – wyrażającej się przede wszystkim w motywach kwiatowych – z japońską sztuką użytkową i grafiką.

1. Klamra do pasa, proj. P. Huber, Theodor Fahrner, 1901 r.

1. Klamra do pasa, proj. P. Huber, Theodor Fahrner, 1901 r.

W 1919 roku umiera Theodor Fahrner jednak firma istnieje nadal i ma się dobrze[i]. Tym bardziej, że wzory biżuterii zaczynają rozwijać się i zmierzać w stronę stylistki  Art deco pełnej uproszczonych form i ciekawych kombinacji materiałów. Pojawia się czarna emalia i zielony agat, czerwień korali i czerń onyksów – kolorystyczny znak rozpoznawczy firmy Fahrnera z tego okresu. Wraz z ewolucją stylu do głosu dochodzić zaczęły również bardziej abstrakcyjne wzory przypominające projekty artystów wiedeńskich. Lata 30. XX wieku to także czas kiedy firma wyróżniać zaczyna się projektami opartymi na filigranie.

Po zakończeniu II Wojny Światowej notowania firmy spadają. W wyniku bombardowania duża część archiwów zostaje zniszczona. W 1979 roku umiera Herbert Braendle, ostatni właściciel firmy. Manufaktura przestaje istnieć.

Dla kolekcjonera fakt krótkiego istnienia manufaktury bywa często kluczowy dla podjęcia decyzji o tym czy wyroby danej firmy kolekcjonować czy nie. Brak kontynuacji projektów oznacza ich limitowaną obecność na rynku. Proces produkcji jest definitywnie skończony, ilość obiektów wyczerpywalna. Jednym słowem mamy do czynienia z sytuacją, w której ryzyko inwestycyjne jest niewielkie, bo notowania obiektów mogą jedynie wzrastać[ii].

Kwestia czy kupować obiekty Fahrnera i traktować je jako lokatę kapitału jest jasna. Pojawia się jednak pytanie: skąd mieć pewność, że konkretny pierścionek wyszedł z manufaktury Fahrnera skoro dawna biżuteria znakowana jest niezwykle rzadko, a jedyne co można na niej dojrzeć to wybita próba określająca ilość szlachetnego kruszcu w stopie. I to jeszcze nie zawsze.

Niezaprzeczalnym atutem biżuterii Fahrnera jest jej sygnowanie. Wybita marka ułatwia, szczególnie niewprawionemu jeszcze oku, identyfikację obiektu, a ponadto podnosi wartość biżuterii o 75%. Najczęściej spotykanym znakiem pojawiającym się na rewersie biżuterii Fahrnera jest monogram TF zamknięty w kole.

2. Znaki probiercze

2. Monogram TF i próba srebra

Prócz inicjałów spotkamy się z wybitą próbą srebra (niemalże jedyny metal, w którym pracował Fahrner, nierzadko złocony), miejscem wykonania: GERMANY  i często z określeniem DEPOSE -oznaczającym prawa autorskie. Sporadycznie pojawiają się egzemplarze z dodatkowym monogramem artysty „zewnętrznego”, wykonującego projekt dla firmy. W latach 1901-1919 Fahrner współpracował z wybitnymi artystami, jak Josef Maria Olbrich, H.C. van de Velde, Georg Klemman, czy Patritz Huber. Poniżej w prawym górnym narożniku przykład sygnatury z monogramem Patritza Hubera.

3. Monogram TF i monogram Patritza Hubera

3. Monogram Hubera

Po śmierci Theodora Fahrnera, dołożony zostaje znak ORIGINAL FAHRNER, co umożliwia zawężanie datowania tak sygnowanego obiektu na czas po roku 1919.

4. Znak ORIGINAL FAHRNER

4. Znak ORIGINAL FAHRNER

Przy okazji poruszenia kwestii datowania warto wspomnieć, iż motyw filigranu charakterystyczny jest dla projektów pojawiających się po 1932 roku.

5. Kolczyki z perłami

5. Kolczyki z perłami

Wiemy już, które przedmioty wyszły z manufaktury Fahrnera i co oznaczają znaki wybite na rewersie. Co jednak z użytym materiałem? W wypadku oceny metalu jest to proste. Fahrner pracuje w srebrze, a informacja odnośnie próby podana jest na obiekcie. A kamienie? Tu sytuacja okazuje się również komfortowa. Fahrner nie stosuje drogich minerałów takich, jak diamenty, szmaragdy czy rubiny, a więc kamieni, których ocena prawdziwości, czystości czy masy ma znaczący wpływ na cenę biżuterii. Używa kamieni kolorowych z grupy minerałów ozdobnych, jak cytryn, ametyst, turkus czy perły, koncentrując się przede wszystkim na ich walorach kolorystycznych, oryginalnych zestawieniach i kształtach. Jednym słowem firma poddając się ruchowi Arts&Craft wyznaje filozofię, iż projektowanie i sposób wykonania ważniejsze są od wartości użytych materiałów. Wykorzystuje zatem twórczo techniki złotnicze: filigran, granulację, emalię tworząc egzemplarze charakteryzujące jego twórczość.

6. Bransoletka, Niemcy, Pforzheim, lata 20. XX w.

6. Bransoletka, Niemcy, Pforzheim, lata 20. XX w.

7. Pierścionek, perły/markazyty/ srebro, lata 30. XX w.

7. Pierścionek, perły/markazyty/ srebro, lata 30. XX w.

No dobrze. Ale czy styl prezentowany przez manufakturę się podoba? Czy wykonane przez firmę obiekty, mówiąc kolokwialnie: są ładne? Pytanie to powinniśmy postawić sobie właściwie na samym początku. Przede wszystkim przy wyborze obiektów do kolekcji należy kierować się własną, subiektywną oceną i kupować te, których linia, forma, kształt bliskie są naszemu smakowi, a nie gustom innych. Nie sposób, by dana rzecz była w stanie zaspokoić potrzeby estetyczne każdego człowieka. Jeśli jednak boimy się zaufać swojemu instynktowi i potrzebujemy obiektywnej oceny stylu Fahrnera można o nim powiedzieć przede wszystkim to, że rysunek projektów jest zaskakująco aktualny. Linia kolczyków, broszek, pierścionków, naszyjników idealnie wpisuje się we współczesne trendy uciekające przed banalnością formy. Pozornie jednoznaczne motywy, jak np. przedstawienia kwiatów u Fahrnera są najczęściej upraszczane i tak opracowywane, by forma przestawała być oczywista.

8. Naszyjnik, lata 20. XX w.

8. Naszyjnik, lata 20. XX w.

Natomiast zestawienia kolorystyczne i rozwiązania graficzne tak komponowane, iż mogą obecnie stanowić źródło inspiracji dla współczesnych artystów.

9. Broszka, ok. 1902 r. Theodor Fahrner. Projekt Jozef Maria Olbrich

9. Broszka, ok. 1902 r. Theodor Fahrner. Projekt Jozef Maria Olbrich

Jeżeli powyższe argumenty dlaczego warto kolekcjonować biżuterię Fahrnera wydają się dla niektórych nadal niewystarczające, a pewność siebie odnośnie własnych kwalifikacji jako kolekcjonera ciągle za mała należy sięgnąć po jeszcze jedno rozwiązanie. Publikacje. Tych powstało sporo, co dodatkowo wskazuje, jak ciekawa i doceniona jest twórczość Theodora Fahrnera. Szczególnie ostatnia pozycja z roku 2006: „Theodor Fahrner – Schmuck zwischen Avantgarde und Tradition” może okazać się bardzo pomocna. Opasły tom zawiera ponad 480 zdjęć obiektów, szczegółowe badania chronologiczne, a także wszystkie znaki ułatwiające datowanie i ustalenie dodatkowych twórców wykonujących autorskie projekty dla firmy.

10.Theodor Fahrner – Schmuck zwischen Avantgarde und Tradition, 2006 r.

10.Theodor Fahrner – Schmuck zwischen Avantgarde und Tradition, 2006 r.

Z takim zapleczem dostępu do informacji kolekcjonowanie biżuterii Fahrnera może okazać się wspaniałą zabawą dającą możliwość zasmakowania w zbieraniu pięknych i wartościowych przedmiotów. Przyjemnością, która prócz satysfakcji „upolowania” unikatowego egzemplarza daje również zupełnie mierzalne wartości materialne. Może zatem warto przy okazji noworocznych postanowień zarzucić katorżnicze diety, 4 triathlony w ciągu tygodnia, na rzecz rozsmakowania się w sztuce Theodora Fahrnera. Kolekcjonowanie nie tuczy, wyzwala endorfiny i daje dużo satysfakcji. Czego zatem chcieć więcej?

Anna Dobaczewska


[i]  Od 1932 roku właścicielem firmy jest Gustav Braendle, a następnie jego syn Herbert. Obydwaj jednak posługują się znakiem towarowym Theodor Fahrner.

[ii] Niektóre przykłady biżuterii Fahrnera (głównie wykonane w latach 20. XX wieku) wzrosły w 2001 roku z 3700 $ do 11 500 $.
źródło:https://www.facebook.com/media/set/?set=a.380729458680365.95372.187619517991361&type=3

Źródła:
http://nasvete.com/theodore-fahrner-jewellery/
https://beautifulantiquetreasures.com/category/fahrner/
https://www.rubylane.com/item/627558-AJ-798/Jugendstil-Theodor-Fahrner-Art-Nouveau-Silver

Źródła ilustracji:
1. http://sdtb.de/technikmuseum/ausstellungen/944/
2. https://cdn0.rubylane.com/shops/gildedroom/AJ-798.6L.jpg?35
3. https://beautifulantiquetreasures.com/category/fahrner/
4. Kolekcja Galerii ARTYKWARIAT
5. Galeria ARTYKWARIAT. Obecnie kolekcja prywatna
6. Kolekcja Galerii ARTYKWARIAT
7. Kolekcja Galerii ARTYKWARIAT
8. Kolekcja Galerii ARTYKWARIAT
9. Theodor Fahrner Schmuck, 1990, Schmuckmuseum Pforzheim, S. 124, P. 1.93b
10. https://www.amazon.de/Theodor-Fahrner-zwischen-Avantgarde-Tradition/dp/389790225

NIE WSZYSTKO ZŁOTO…

Nie wszystko złoto…

O tym, że na wartość biżuterii składa się materiał, z którego została wykonana nie trzeba nikogo przekonywać. Platyna, złoto, diamenty, szmaragdy – to kruszce i kamienie, które najczęściej zachęcają do zakupu wyrobów biżuteryjnych.
Co jednak z pracami wykonanymi z tombaku, markazytów czy nawet ludzkich włosów? Czy ich wartość można określać stosując tę samą miarę?

Odpowiedź nie jest jednoznaczna szczególnie w wypadku biżuterii antykwarycznej. Na jej ocenę składa się szereg komponentów, których poznanie pozwoli zrozumieć jej potencjał
i ową pozornie niemierzalną wartość.

BIEDERMEIER. MATERIAŁ OBLICZONY NA EFEKT

Najczęściej spotykaną biżuterię antykwaryczną stanowią obiekty z pierwszej ćwierci  XIX wieku, aż do połowy dwudziestego stulecia. W latach 30. XIX wieku w związku z niedawnym zakończeniem wojen napoleońskich nie było wystarczających środków na wykonywanie biżuterii z drogocennych klejnotów. Aby uzyskać ozdobę efektowną i rozbudowaną sięgano po ornamentykę inspirowaną stylistyką rokoka przy równoczesnym wykorzystaniu nowych materiałów. Charakterystyczne dla tego okresu, przypisanemu stylowi biedermeier, było zastosowanie dmuchanego złota. Materiał ten jako, że był pusty w środku naturalnie stawał się lżejszy, jednak jego ozdobna forma sprawiała wrażenie „bogatej”, a tym samym drogocennej. Chętnie wykorzystywano również srebrną lub pokrywaną złotem lekką blachę. Precyzja wykonania nie ustępowała jednak wyrobom z materiałów w pełni szlachetnych. Metale były perfekcyjnie repusowane, galwanizowane i cyzelowane, faktury zróżnicowane,
a nakładana emalia stanowiła miniaturowe dzieła sztuki malarskiej.

Przykład biżuterii wykonanej z dmuchanego złota. Biedermeier, Niemcy/Pforzheim lata 40. XIX w.

1. Przykład biżuterii wykonanej z dmuchanego złota. Biedermeier, Niemcy/Pforzheim lata 40. XIX w.

W tym okresie doceniono również stosunkowo tańsze kamienie takie, jak akwamaryn, chalcedon, turkus, granat czy koral. Dużym zainteresowaniem cieszyły się także kwarce o budowie wstęgowej. Pojawiły się zatem wyroby z rzeźbionego agatu o zróżnicowanej kolorystyce – naszyjniki czy kolczyki, ale również i kamee zamknięte w formie broszki lub zawieszki.

Broszka kamea, prawd. Anglia, ok. 1880 r. różowe złoto pr. 375/ onyks/agat

2. Broszka kamea, prawd. Anglia, ok. 1880 r., różowe złoto pr. 375/ onyks/agat

EPOKA WIKTORIAŃSKA. PRZECHOWAĆ PAMIĘĆ W OPRAWIE

Kamee oraz miniatury malowane na porcelanie stały się ponownie modne w okresie wiktoriańskim (1837-1901). W tym trwającym ponad 60 lat okresie, wraz ze śmiercią męża królowej Wiktorii – Alberta (1861) pojawiła się moda na biżuterię żałobną. Pamięć o bliskich zmarłych wyrażano zarówno czarnym strojem, jak i dodatkami. Biżuteria wykonywana była
z agatu i onyksu, a więc kamieni o ciemnej, stonowanej kolorystyce. Sięgano również
po ozdoby, w których zamknięte zostały zasuszone kwiaty, np. niezapominajki czy pukle włosów. Te ostatnie nie były jednak jedynie umieszczane w jubilerskiej oprawie, ale misternie plecione i usztywniane, tak by móc tworzyć z nich fantazyjne i precyzyjne kształty. Proces przygotowania przypominał alchemię – pukle należało gotować w wodą z sodą przez odpowiedni czas, następnie należało je posortować według długości i podzielić na 20-30 sztuk. Następnie układano je w specjalnej formie. Po zakończeniu opracowywania kształtu, pukle włosów razem z formą gotowano jeszcze przez 15 minut, następnie suszono
i zdejmowano z formy. W dalszej kolejności układano je na podkładzie z macicy perłowej lub agatu oraz pokrywano cienką warstwą bezbarwnego szkła. Dopiero tak opracowane zamykano w oprawie.

Sentymentalna pamiątka z czasów wiktoriańskich. Broszka, w którą zamknięto motyw stylizowanego motyla wykonanego z pukli włosów zmarłego. Cena 1450 $

3. Sentymentalna pamiątka z czasów wiktoriańskich. Broszka, w którą zamknięto motyw stylizowanego motyla wykonanego z pukli włosów zmarłego. Cena 1450 $

Bransoleta z czasów wiktoriańskich, której ogniwa wykonane zostały z plecionych włosów o różnych odcieniach. Większość elementów biżuterii wymagała długich pasm (do bransolety potrzebowano przynajmniej 50 cm pukli).

4. Bransoleta z czasów wiktoriańskich, której ogniwa wykonane zostały z plecionych włosów o różnych odcieniach. Większość elementów biżuterii wymagała długich pasm (do bransolety potrzebowano przynajmniej 50 cm pukli).

Kolczyki wiszące z agatami

5. Kolczyki wiszące z agatami

Wisior z agatem, Niemcy, Idar Oberstein, ok. 1880 r.

6. Wisior z agatem, Niemcy, Idar Oberstein, ok. 1880 r.

SECESJA. RZEMIOSŁO STAJE SIĘ SZTUKĄ

Prawdziwym polem do popisu dla jubilerów końca XIX wieku okazały się założenia, utworzonego w 1888 roku, ruchu Arts & Crafts i związanym z nim stylem secesji opanowującym całą Europę i Stany Zjednoczone. U jego podstaw leżała m.in. idea nadania obiektom codziennego użytku walorów sztuki, jak również przeciwstawienie się produkcji maszynowej na rzecz pracy wykonywanej ręcznie. Powstawać zaczęły jubilerskie dzieła sztuki nieograniczane doborem materiałów i form. Złotnicy żonglowali z powodzeniem tak starymi, jak i nowymi surowcami. Sięgali po złoto, srebro, opale, kamienie księżycowe, róg, kość słoniową. Wykorzystywany materiał był jedynie tworzywem dla finalnej artystycznej wizji. Jednym z najbardziej wpływowych wizjonerów tamtych czasów był René Lalique (1860-1945) eksperymentujący ze szkłem, z którego wykonywał biżuterię. Artysta upodobał sobie niezwykle drobiazgową i czasochłonną technikę emaliowania plique-à-jour polegającą
na umieszczaniu emalii w komórkach metalowej siatki bez podkładu, tworząc miniaturowe przezroczyste lub półprzezroczyste witraże. Zastosowanie tej techniki pozwalało artyście
na manipulację światłem i kolorem łapanym w skrzydła tworzonych przez niego jubilerskich owadów.

Rene Lalique Broszka z fantazyjnym przedstawieniem ważki. Złoto/emalia (plique-à-jour )/chryzopraz/kamienie księżycowe/diamenty

7. Rene Lalique Broszka z fantazyjnym przedstawieniem ważki.
Złoto/emalia (plique-à-jour )/chryzopraz/kamienie księżycowe/diamenty

Biżuteria secesyjna w Niemczech na ogół również sięgała po motywy zaczerpnięte ze świata fauny i flory. Do prac jubilerskich wykorzystywano alpakę, miedź i szkło. W imię założeń ruchu Arts & Crafts tworzono biżuterię będącą w zasięgu każdego portfela. Niemiecki projektant – Theodor Fahrner (1868-1929) z powodzeniem tworzył wyroby dostępne również dla ówczesnej klasy średniej. Współpracując z rzemieślnikami z  Darmstadt, projektował głównie srebrną lub pozłacaną biżuterię opierającą się na awangardowych wzorach i oryginalnych pomysłach.

Broszka, Theodor Fahrner, Niemcy, 1901, srebro pr. 935/chalcedony

8. Broszka, Theodor Fahrner, Niemcy, 1901, srebro pr. 935/chalcedony

ART DECO. NIE WAŻNE CZYM, WAŻNE JAK

Firma sygnowana nazwiskiem artysty z powodzeniem działała również w okresie późniejszym, doskonale odnajdując się w założeniach stylu art deco. Linia „Original Fahrner Schmuck” wypuszczona w 1929 roku charakteryzuje się najwyższej jakości wykonaniem
i awangardowym wzornictwem, realizowanym przy udziale materiałów „nieszlachetnych”. Rok 1932 przyniósł projekty oparte na motywie filigranu oraz elementach perełkowania,
do dziś stanowiące znak rozpoznawczy manufaktury.

Naszyjnik, Niemcy, Pforzheim, Theodor Fahrner, lata 20. XX w.

9. Naszyjnik, Niemcy, Pforzheim, Theodor Fahrner, lata 20. XX w.

Bransoletka, Niemcy, Pforzheim, lata 20. XX w. Theodor Fahrner srebro pr. 925 (pr. wybita na zamku) złocone 6 x spinel syntetyczny

10. Bransoletka, Niemcy, Pforzheim, lata 20. XX w.
Theodor Fahrner
srebro pr. 925 (pr. wybita na zamku) złocone
6 x spinel syntetyczny

Jednym słowem biżuteria lat 20./30. XX wieku charakteryzowała się przede wszystkim projektemponad użyty materiał. Ten stanowił jedynie środek do celu, jakim było stworzenie biżuterii oryginalnej, wyróżniającej się na tle innych wzorów. Wykorzystywane kamienie miały spełniać funkcję praktyczną. Jeżeli projekt wymagał transparentnych kamieni – wybierano diamenty lub kryształ górski, jeżeli dodatkowo potrzebował np. zielonego koloru korzystano ze szmaragdów, modnego jadeitu czy po prostu barwionego szkła.

Broszka, Niemcy, ok. 1920 r. Fabryka biżuterii Wilhelm Becker: sygn. 'WB' (Wilhelm Becker) srebro pr. 925 (sterling), szkło bezbarwne, czarne i zielone

11. Broszka, Niemcy, ok. 1920 r.
Fabryka biżuterii Wilhelm Becker: sygn. ‚WB’ (Wilhelm Becker)
srebro pr. 925 (sterling), szkło bezbarwne, czarne i zielone

Modna stała się biżuteria sztuczna ujęta w nowoczesne awangardowe formy. Chętnie używano tworzyw i materiałów syntetycznych – w szczególności bakelitu oraz kamieni stworzonych w laboratoriach chemicznych. Nie przeszkadzało to artystom, by równocześnie sięgać po surowce „naturalne”, jak kości, drewno, bursztyny.

Bransoletka, Jean Duand (1877-1942) drewno różane, tuja, niklowany metal, ok. 1930

12. Bransoletka, Jean Duand (1877-1942) drewno różane, tuja, niklowany metal, ok. 1930

Na fali fascynacji Dalekim Wschodem wykorzystywano rzeźbione klejnoty z Indii, ale także  śmiało mieszano kamienie szlachetne z „egzotycznym” koralem, lapis lazuli, czy turkusem. Pojawiły się również nowe szlify kamieni (kwadrat, trapez, trójkąt, bagiet), dające prócz dodatkowych walorów artystycznych – efekty optyczne.  Także i sam metal stanowił pole do popisu. Stąd pojawiają się wzory ozdób opierające się na filigranie – misternej technice jubilerskiej, gdzie ze skręconych srebrnych lub złotych drucików tworzony jest ażurowy ornament.

Broszka z emalią, Art déco, lata 20./30. XX w. srebro pr. 925/1000

13. Broszka z emalią, lata 20./30. XX w.
srebro pr. 925/1000

Galeria wykorzystywanych materiałów w okresie panowania stylu art deco była tak duża, jak wyobraźnia projektantów. A zatem i ograniczenia ich użycia właściwie nie występowały.

MATERIA MATERII NIE RÓWNA

Dotknięte tu zaledwie przykłady biżuterii z minionych dwóch stuleci pokazują, jak niejednoznaczna może być próba ocenienia ich wartości. Bo czy samo szkło posiada wysoką cenę? Co z drewnem, puklami włosów, suszonymi kwiatami, kamieniami syntetycznymi? Próbując oceniać wartość biżuterii antykwarycznej należy zawsze wziąć pod uwagę kontekst jej powstawania. I tak kamienie syntetyczne z początku XX wieku wcale nie muszą ustępować cenie naturalnych. Początek dwudziestego stulecia to początek eksperymentów tworzenia kamieni w laboratoriach. Proces ten był niejednokrotnie droższy aniżeli pozyskanie kamieni pochodzenia naturalnego. Podobnie z pracami autorów takich, jak René Lalique. Pokrywane emalią ozdoby wymagały tak dużego nakładu pracy, że próba ich wyceny całkowicie eliminowała założenia ruchu Arts & Crafts głoszącego hasło: „Sztuka dla każdego”.

Przy wyborze biżuterii antykwarycznej należy również pamiętać, że prócz kruszcu pozyskujemy również jej niemierzalne wartości. Jedną z nich jest historia. Zarówno rozumiana jako czas, w którym ozdoba powstała, jak i prywatna, związana z jej właścicielem. Drobny ślad widoczny po zmniejszeniu obrączki, przearanżowanie fragmentów biżuterii  na potrzeby mody późniejszej (patrz:http://www.artykwariat.pl/blog/2017/10/tam-i-z-powrotem-bizuteria-lat-40-i-50-xx-wieku/), inskrypcja wyryta w medalionie, wszystko to stanowi odcisk historii, która może być kontynuowana przez nowego właściciela.

Inwestując w biżuterię antykwaryczną zawsze zyskujemy. Jesteśmy w posiadaniu ozdoby oryginalnej, jednostkowej, a nie wypuszczanej w setkach maszynowo produkowanych egzemplarzy. Jak pokazały minione stulecia inwestycja w biżuterię to najpewniejsza lokata. Jej potencjał z upływem czasu tylko rośnie – szczególnie kiedy ta w momencie jej pozyskania ma już ponad sto lat. Może zatem warto zmierzyć się z jej pozornie niemierzalną wartością?

Anna Dobaczewska

Źródła:
http://antiquebizu.pl/epoka-wiktoria%C5%84ska/
http://funerabilia.pl/blog/pamiec-ciala-sztuka-zaloby-sztuka-pamieci-funerabilia-epoki-wiktorianskiej/
h
ttps://bizuteriadawna.pl/epoki-i-style-w-bizuterii.html
http://www.langantiques.com/university/Art_Nouveau_Jewelry
http://www.langantiques.com/university/Art_Deco_Era_Jewelry

Źródła ilustracji:

1.https://www.invaluable.com/auction-lot/lot-biedermeier-jewelry-german-pforzheim-approx-640-c-f0040c09d6
2. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
3.  https://www.langantiques.com/victorian-hair-mourning-brooch.html
4
http://www.morninggloryantiques.com/collectVictEngr.htm
5
. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
6. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
7. http://www.johncoulthart.com/feuilleton/2007/12/02/laliques-dragonflies/
8
.  http://www.tademagallery.com/jewellery/d/theodor-fahrner-jugendstil-brooch/230924
9. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
10. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
11. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT
12. Art Deco Jewelry. Modernist Masterworks and their Makers, red. Évelyne Possémé, 2009
13. Archiwum Galerii ARTYKWARIAT

SZTUKA NA ŚWIĘTA

Sztuka na święta

Wielkimi krokami zbliżają się święta wyzwalając marketingową falę promocji, której celem jest uniesienie rzeszy świątecznych prezent-hunterów prosto w progi najlepiej reklamujących się firm. „Wielka promocja”, „super zniżki na prezenty”, „zimowe cięcie cen”, czy jakże ostatnio popularne i świecące czerwienią „sale sale sale”.  To czas magiczny, w którym przekonanie, że jeśli coś jest tanie to być może jest gorszej jakości, przestaje funkcjonować. Co zatem w tym czasie dzieje się ze sztuką? Czy podlega  ona promocjom bijącym ceny w sposób zadziwiający? Czy święta to czas polowania także na rynku antykwarycznym? A przede wszystkim, co dzieje się na aukcjach sztuki?

Z pewnością prezent z dziedziny sztuki określony zostanie jako niezwykły, nadzwyczajny, zachwycający. Jeśli nawet będzie to kuriozum, obdarowujący spodziewać się może, że docenienie wysiłku włożonego w odnalezienie sprofilowanego podarku, wzbudzi większy entuzjazm w obdarowanym, niż coś łatwo osiągalnego w licznych sklepach sieciowych.

Nicolaas Johannes ROOSENBOOM [ 1805-1880] Na lodzie, olej na płótnie, 63 x 80 cm, obraz z kolekcji Artykwariatu

Nicolaas Johannes ROOSENBOOM [ 1805-1880] Na lodzie, olej na płótnie, 63 x 80 cm, obraz z kolekcji Artykwariatu

Sztuka rządzi się swoimi prawami na co dzień i można by rzec – tym bardziej w czasie świątecznym i przedświątecznym. Uznając, że w istocie w znalezienie odpowiedniego obiektu trzeba włożyć więcej trudu niż przeciętnie, domy aukcyjne wychodzą naprzeciw świątecznym poszukiwaniom, mnożąc tzw. świąteczne aukcje. Z promocją mają one jednak niewiele wspólnego,  wybór jest często zdecydowanie mniejszy, co zatem wyróżnia je na tle innych aukcji? Tendencja w zagranicznych domach aukcyjnych pokazuje, że nie trzeba przeglądać dziesiątek stron katalogów, bo zamiast tego mamy wyselekcjonowaną listę obiektów, wśród których łatwiej  jest znaleźć prawdziwe perełki. Kolejną różnicą są ceny wywoławcze prezentowanych dzieł – kwoty dość pokaźne, chciałoby się rzec „coś za coś”. Czas kosztuje, a nasz czas oszczędza wstępna preselekcja wykonana za nas przez dom aukcyjny. Nie szkodzi, że mniej za więcej, bo jednocześnie lepiej i ciekawiej.

Ciekawą propozycją są aukcje w formule dopuszczającej licytację w dół. Stanowią gratkę nie tylko dla kolekcjonerów, ale także dla widzów, którzy nawet nie zamierzając, mogą dokonać bardzo satysfakcjonujących zakupów. W Polsce takie aukcje zaproponował m. in. dom  aukcyjny DESA Unicum. Na tego typu aukcjach ceny wywoławcze bywają bardzo niskie względem estymacji dzieła, a aukcjoner rozpoczyna licytację obniżając wywołaną kwotę. Jak pokazuje przykład DESY, zdarza się, że pierwsze i zarazem ostatnie propozycje kupna padają czasem przy cenach stosunkowo niskich jeśli chodzi o sztukę użytkową. W przypadku ciekawych obrazów czy grafik ów sposób licytacji doskonale podgrzewa (świąteczną) atmosferę, a ceny rozpoczynające właściwe licytowanie przez potencjalnych nabywców, przekraczają kilkukrotnie kwotę wywołaną na początku.

Aukcja charytatywna Dla Domu w CK Zamek Poznań, źródło: Fundacja Dom Autysty

Aukcja charytatywna Dla Domu w CK Zamek Poznań, źródło: Fundacja Dom Autysty

Poza ramy „świątecznych okazji” wychodzą zdecydowanie aukcje charytatywne, które odbywają się często właśnie w okolicy Świąt. Jest ich wiele, a obiekty na nich proponowane bywają naprawdę niezwykłe. Zwłaszcza ciekawe są aukcje oferujące sztukę współczesną, wśród której znaleźć można obiekty trudno dostępne na rynku sztuki,  ofiarowane przez samych twórców. W przypadku takiej aukcji trudno mówić o nastawianiu się na okazje cenowe, lecz z pewnością biorąc w niej udział, oprócz dzieła sztuki można zyskać znacznie więcej.

Część obiektów sztuki użytkowej ze świątecznej promocji Artykwariatu „Sztuka na tacy”

Część obiektów sztuki użytkowej ze świątecznej promocji Artykwariatu „Sztuka na tacy”

Szukając prezentów w galeriach sztuki nie można spodziewać się dużych zniżek, zwłaszcza w przypadku obrazów sygnowanych nazwiskami znanych twórców. Tutaj prawa rynku wydają się być bezwzględne.  Ceny uzależnione są od ogólnych notowań, a pewnych dzieł po prostu nie można sprzedać za ceny niższe od ich wartości. Nie tyczy się to sztuki użytkowej, która otwiera przed poszukiwaczem prezentowych skarbów prawdziwie fantastyczne możliwości. Delikatna porcelana, dawne srebra czy biżuteria, zdecydowanie różniące się od powtarzalnych, współczesnych wyrobów, to jakże kusząca alternatywa dla marketowego szału. Tym bardziej, że w przypadku artystycznych obiektów użytkowych, oferta  galerii sztuki czy antykwariatów potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć.

Zofia Strzelczyk (Michalik)

WARTOŚĆ SZKICU

WARTOŚĆ SZKICU

Rysunki, szkice, studia malarskie spotyka się na rynku sztuki często. Rzadko jednak wycenia się je wysoko. Dlaczego te swobodnie kreślone prace nie wzbudzają takiego uznania, jak dzieła skończone? Czyżby w świadomości odbiorców sztuki wykończenie obrazu czy rzeźby nadal było wyznacznikiem jego statusu jako dzieła sztuki? I czy podświadomie stawiają oni znak równości między tym co wykończone i piękne? Jeśli nawet jest to prawdą w odniesieniu do pewnej grupy, istnieje cała rzesza miłośników sztuki, którzy potrafią dostrzec talent artysty, objawiający się w kilku kreskach czy pociągnięciach pędzla na powierzchni obrazu.

Pojęcie szkicu jest szerokie, obejmuje bowiem nie tylko techniki rysunkowe, kryjące się za łacińską definicją słowa disegno, ale również malarstwo. Imprimatura, pierwsze studium malowidła, naniesione sienną, ébauche – wstępny szkic olejny, croquis – pospieszne zarysowanie sylwetki modela czy pochade, tak cenione przez artystów malarskie kompozycje niewielkiego formatu, które pozwalały na szybkie nakreślenie motywu powstającego w warunkach plenerowych. Te wprawki techniczne robione na cito i in situ posiadały niewątpliwy walor, dawały wgląd w techniczną sprawność artysty, umożliwiały śledzenie jego pociągnięć pędzla i „zaoczne” uczestnictwo w procesie tworzenia. Dawni mistrzowie niechętnie ujawniali tajniki swojego warsztatu. Dla nich odsłonięcie rysunku było ograbieniem ich pracy z pierwiastka tajemnicy, mistycyzmu. Michał Anioł na pewno nie byłby zadowolony wiedząc, iż jego studia do fresków Kaplicy Sykstyńskiej, jego błąkająca się kreska uparcie dążąca do wypracowania właściwych proporcji ciała, stały się przedmiotem badań wielu artystów i historyków sztuki.

XIX wiek wraz z rewoltą impresjonistów przyniósł nowe zadania dla sztuki i jej nowe rozumienie. Ponadczasowy walor obrazów został zdegradowany przez dążenie artystów do oddania wrażenia chwili, wrażenia kreślonego szybkimi pociągnięciami pędzla, nadającymi kompozycji szkicowy, ulotny charakter. To zaproszenie malarzy do obserwacji efektów ich pracy, śledzenia rozedrganych, pulsujących ruchów pędzla na powierzchni płótna pozwalało zbliżyć się do obrazu, doświadczyć go w bardziej namacalny sposób i zmniejszyć barierę dzielącą dzieło od jego odbiorcy. Dziś szkice są poszukiwane na rynku sztuki przede wszystkim ze względu na ów demaskatorski charakter. Posiadają one jednak dużo więcej zalet. Z jednej strony odkrywają tajniki warsztatu artysty, odrzucają nieprzeniknioną powłokę akademickiego fini, ukazując szkielet kompozycji; z drugiej owiane są pewną aurą tajemniczości, jaką nadaje im ich szkicowy charakter, pewien stopień niewykończenia, aspekt non finito, który sprawia, że pozostają one pracami otwartymi. Otwierają się na snucie domysłów: „co by było gdyby”. Bez względu na temat przedstawiony, pejzaż, portret, martwą naturę, czy scenę rodzajową, potrafią intrygować obserwatorów.

Maurice Mendjizky [1890-1951]  Portret młodej dziewczyny, 1935/ 1945? r. Źródło: www.artykwariat.pl

Maurice Mendjizky [1890-1951]
Portret młodej dziewczyny, 1935/ 1945? r.
Źródło: www.artykwariat.pl

Przykładem takiego zaskakującego szkicu jest dziewczęce popiersie Maurice Mendjizkiego. Uchwycone przez artystę oblicze młodej modelki objawia się przed widzem w ujęciu en trois quart. Ten niezwykle subtelny, intymny portret, wydobyły z cienia brunatnej tektury finezyjne ruchy pędzla, pozostające w zgodzie z delikatną urodą modelki. Tożsamość sportretowanej nie jest znana, co pozwala nam się skupić na czysto malarskich właściwościach obrazu. Jasna, ciepła kolorystyka kompozycji, kontrastując z ciemnym tłem pracy, jest przejawem sprawczości światła i barwy, mającej moc kształtowania obrazu. Kilkoma zaledwie pociągnięciami pędzla Mendjizki powołuje do życia ten malarski wizerunek. Śniadą twarz modelki okalają falujące czarne włosy. Postać ubrana jest w niebieską bluzkę z białym kołnierzykiem. W tle majączą ekspresyjne wzory w odcieniach zieleni, błekitu i różu. Całość wyodrębniona z tła w szkicowy sposób sprawia wrażenie, jak gdyby mogła w oka mgnieniu rozpłynąć się w powietrzu. Zaskakujące pozostaje spojrzenie dziewczyny, które kieruje ona w stronę widza. Nieodgadnione, nieprzeniknione, ale zdecydowane, w całej ulotności tego portretu stanowiące mocny punkt oparcia, łączący przedstawioną postać z osobą patrzącego. Ciekawy zabieg artysty koncentruje odbiór portretu na nieuchwytnym ze swej natury motywie spojrzenia.

Magdalena Dworak-Mróz

KOLEKCJONER NA URLOPIE

KOLEKCJONER NA URLOPIE

Lato w pełni. Kiedy przeciętny obywatel myśli tylko o tym, jak uciec z miasta, zaczerpnąć świeżego powietrza i swobody w urokliwym wiejskim plenerze lub na egzotycznej plaży, prawdziwy kolekcjoner rozmyśla, jak połączyć przyjemne z pożytecznym… Przyjemne – czyli życiową pasję otaczania się sztuką – z pożytecznym – czyli wakacyjną ucieczką od rutyny dnia codziennego. Kolekcjonerowi z prawdziwego zdarzenia nie wypada bowiem zrobić sobie dłuższej przerwy od pasji zbieracza. Taka pasja zobowiązuje.

Jak zatem połączyć przyjemne z pożytecznym? W dobie Internetu nie stanowi to żadnego problemu. Dostęp online pozwala nie tylko przeglądać ciekawe aukcje, lecz również brać udział w licytacjach, nawet latem. Christie’s, co roku, właśnie w lipcu kończy sezon wielkich licytacji Old Masters oraz Impressionist & Modern. 9 lipca br., w Londynie, wysoko licytowano prace holenderskie, z rodziny Brueghelów, m.in. scenę weselną Pietera Brueghela II sprzedano za 1,2 ml. GBP, podobnie Jacoba Jordaensa – za 1,2 mnl. GBP, Willema van de Velde II – za 1,4 mln. GBP. Najwyżej wylicytowane zostało płótno Chrystus na krzyżu  z warsztatu El Greca, za 2,4 GBP. W tzw. sezonie ogórkowym, podążając za trendami światowymi, wiele domów aukcyjnych oferuje letnie wyprzedaże obiektów. W tym roku takie propozycje przedstawili: Pays De Fayence Enchères & Estimations w Montauroux oraz Auktionshaus Sigalas w Hildrizhausen. W gąszczu obiektów pośledniej klasy udaje się wychwycić nietuzinkowe przedmioty w atrakcyjnej cenie.

El Greco [1541-1614] i warsztat, Chrystus na krzyżu Christie’s London, 2015, 2,4 mln. GBP Źródło: www.christies.com

El Greco [1541-1614] i warsztat, Chrystus na krzyżu
Christie’s London, 2015, 2,4 mln. GBP
Źródło: www.christies.com

Wakacyjne kurorty przyciągają tłumy. Wychodząc naprzeciw letnim migracjom turystów w niektórych nadmorskich miejscowościach, metropoliach okresu wakacyjnego, również organizowane są aukcje. W Polsce od lat takim miejscem jest SDA, Sopocki Dom Aukcyjny. W tym roku, w czasie wakacji odbywa się tam aż siedem aukcji: dzieł sztuki, prac na papierze, sztuki młodej oraz varia. Najbliższe – 8 i 15 sierpnia. Ostatni lot prezentowany na sierpniowej aukcji dzieł sztuki to ciekawostka dla miłośników malarstwa Wojciecha Kossaka. Pod numerem 148 znajdą Państwo srebrną papierośnicę artysty, podarowaną z okazji imienin przez płka Jana Głogowskiego. Wieko zdobi złocona paleta malarska z szafirem, brylantem, szmaragdem, kwarcem migdałowym, imitującymi odcienie farb oraz dedykacją: Wielkiemu Artyście od J.K, 23/ IV 33. Cena wywoławcza – 11 tys. PLN. We Francji, na rynku letnich sprzedaży, króluje Monako i Biarritz. 24. lipca w Monako oferowano m.in. gwasz Hiszpankę Natalii Gontcharovej z estymacją w przedziale 60 a 80 tys. EUR oraz płótno przedstawiające żonę artysty Louisa Valtata [1869-1952], wycenione między 80 a 120 tys. EUR. W tym samym domu aukcyjnym licytowano również zabytkowe samochody. Natomiast Osenat zaproponował w tym roku licytację Speed Boat Museum, gdzie w szeregu antycznych motorówek dla bogaczy znalazła się Cantiere Riva typu Aquarama z 1966 r., szacowana na 250 – 300 tys. EUR. Niestety nie znalazła nabywcy.

Pogoda sprzyja też odwiedzaniu targów staroci. Ciekawsze targowiska odbywają się w Jeleniej Górze oraz w ramach obchodów Jarmarku Dominikańskiego w Gdańsku. Poszukiwaczom skarbów życzymy sukcesów.

Jarmark Dominikański w Gdańsku 25.07.-16.08.2015 r. Źródło: www.trojmiasto.gazeta.pl

Jarmark Dominikański w Gdańsku
25.07.-16.08.2015 r.
Źródło: www.trojmiasto.gazeta.pl

Tych nie zrażonych miejskim skwarem, co lubią spędzać lato w mieście i nie wpatrywać się w ekran swojego telefonu lub laptopa, serdecznie zapraszamy do obejrzenia oferty wystawienniczej i galeryjnej. Największe metropolie prześcigają się w prezentacji atrakcji w sezonie letnim. Londyńskie National Gallery od 1. kwietnia do 13. września zaprasza na wystawę: Frames in Focus The Sansovino Frame, prezentującą ramy obrazów, często bagatelizowane, wymazywane z pamięci, a niejednokrotnie będące dziełem sztuki samym w sobie. Musée d’Orsay w Paryżu zaprasza na wystawę Dolce vita? Art decoratif italien, przedstawiającą włoski design począwszy od le style Liberty, lokalnego wariantu secesji po wzornictwo futurystyczne. W Bode-Museum w Berlinie natomiast trwa wystawa Das verschwundene Museum o stanie faktycznym muzealnej kolekcji obrazów i rzeźb utraconej przez Niemców w wyniku działań wojennych. Nowy głos w dyskusji na temat grabieży wojennych nazistów. A wszystkich złaknionych doświadczania sztuki i  przebywających  Poznaniu zapraszamy oczywiście do ARTYKWARIATu. Tu zawsze znajdzie się coś ciekawego dla kolekcjonera z pasją.

 

Magdalena Dworak-Mróz

REKORDOWY PICASSO / cz.2

REKORDOWY PICASSO /cz. 2

Zgodnie ze złożoną obietnicą przyjrzymy się dziś kilku obrazom Picassa, których ceny wywindowały je do miana najdroższych obrazów na świecie.

Pobieżna analiza rankingu najdroższych prac nasuwa oczywiste wnioski. Znajduje się tam kilka nazwisk artystów, które wielokrotnie powracają. Jednym z nich jest Pablo Picasso, Hiszpan z urodzenia, który umiłował Francję, tam żył i tworzył przez kilka dekad, najpierw przez długi czas w Paryżu, przewodząc rewolcie kubistycznej, zawsze plasując się w czołówce artystów awangardy, ostatnie lata życia  spędził na południu Francji. Genialny artysta o żywiołowym temperamencie, celebryta w każdym calu, pozostawił po sobie olbrzymią spuściznę. Jego prace, obrazy, grafiki, rzeźby, ceramika, są szczególnie poszukiwane na rynku. Jego nazwisko, jak magnes, przyciąga miłośników sztuki. Wiele obrazów artysty znajduje się w kolekcjach publicznych, tak że gdy do sprzedaży trafia ciekawa praca, z miejsca rośnie zainteresowanie.

Na 67 najwyższych wyników sprzedaży, publikowanych przez Wikipedię, 12 razy wymieniany jest Picasso, 8 razy Vincent van Gogh, 7 razy Andy Warhol, 6 razy Mark Rothko, 3 razy Paul Cézanne i Francis Bacon. Picasso nie ma sobie równych. I choć w czołówce rankingu uplasowali się Gauguin (300 mln. USD), Cézanne (259 mln. USD) i Rothko (186 mln. USD), to kolejne miejsce i rekord aukcyjny należy do Picassa. Jego Femmes d’Algers zostały wylicowane w maju br. za imponującą kwotę 179,3 mln. USD. Pisaliśmy o tym obszernie tutaj . Na tej samej aukcji sprzedano również Popiersie kobiety Picassa za 67,4 mln. USD, ostatni rekord artysty w rankingu.

Pablo Picasso, Marzenie senne, 1932 r. Transakcja prywatna, 2013 r. – 155 mln. USD Źródło: www.dailymail.co.uk

Pablo Picasso, Marzenie senne, 1932 r.
Transakcja prywatna, 2013 r. – 155 mln. USD
Źródło: www.dailymail.co.uk

Na miejscu 8, z ceną sprzedaży na poziomie 155 mln. USD uplasowało się Marzenie senne z 1932 roku. Historia tego obrazu niejednemu kolekcjonerowi mrozi krew w żyłach. Ten przepiękny portret śpiącej Marie-Thérèse został zakupiony w 1941 roku za jedyne 7 tys. USD. W 1997 roku wystawiony na aukcję w Christie’s sprzedał się za zaskakujące 48,4 mln. USD. W 2001 roku nowym właścicielem został Steve Wynn, wpływowy inwestor budowlany, którego nazwisko kojarzone jest z budową największych kasyn w Las Vegas. Odkupił pracę rzekomo za 60 mln. USD, by 5 lat później znowu wystawić je na sprzedaż. Tym razem z wyceną 139 mln. USD. Z zakupu najdroższego obrazu na świecie w tamtym czasie miał cieszyć się finansista, Steve Cohen. Miał, ponieważ do transakcji nie doszło. Steve Wynn, podczas spotkania z przyjaciółmi w październiku 2006 roku przypadkowo uszkodził obraz, własnym łokciem przerywając ciągłość płótna. Po kilku latach, przegranej sprawie z ubezpieczycielem, konserwacji, która pochłonęła 90 tys. USD, panowie wrócili do negocjacji, które zakończyły się wspomnianym, absolutnie zaskakującym, wynikiem 155 mln. USD, który przeczy podstawowemu prawu rynku sztuki: uszkodzenia i poważne ingerencje konserwatora umniejszają wartość dzieła. Nie zawsze.

4 maja 2010 roku Picasso również pobił rekord najdroższego obrazu sprzedanego na aukcji. Jego Akt, zielone liście i popiersie z 1932 roku wylicytowano za 106,5 mln. USD w Christie’s. Dokładnie sześć lat wcześniej, również w Christie’s, wysoko licytowano Chłopca z fajką z okresu różowego Picassa, aż do 104,2 mln. USD (uwzględniając inflację przyjmuje się, że dziś byłoby to ok. 130 mln. USD). W 2006 roku portret kolejnej kochanki malarza, Dory Maar z kotem, z 1941 roku osiągnął cenę 95 mln. USD.

Ciekawe licytacje toczyły się również na przełomie lat 80. i 90. XX wieku. Małżeństwo Pierette z 1905 roku sprzedano w 1989 roku za 49,3 mln. USD, Yo Picasso z 1901 roku za 47,2 mln. USD, Au Lapin Agile z 1904 roku za 40,7 mln. USD (dziś te rezultaty przelicza się w przedziale 80 a 90 mln. USD). W tym okresie właśnie zaczęto odnotowywać pierwsze wielocyfrowe transakcje.

Takie ceny przyprawiają o zawrót głowy, szczególnie wtedy gdy patrzymy na nie z perspektywy polskiego, wciąż jeszcze rozwijającego się, rynku sztuki. Mimo dwudziestu pięciu lat wolnej gospodarki lokalny koloryt polskiej prowincji odznacza się w świecie sztuki. Jerzy Starmach rokuje z dużą dozą prawdopodobieństwa, że „polski rynek sztuki wart jest jednego Picassa.” Gdy w Polsce, na fali wciąż utrzymującej się mody na powojenne wzornictwo, królują „pikasy” – ceramika z lat 50., 60. z Chodzieży, Ćmielowa czy Włocławka, trudno prognozować, czy doczekamy momentu, kiedy w galeriach i na aukcjach zagoszczą na dobre autentyczne Picassy. Nie znaczy to jednak, iż w naszej polskiej mikroskali nie obserwuje się wysokich obrotów. Wśród polskich kolekcjonerów apetyt na sztukę rośnie.

Magdalena Dworak-Mróz

 

Źródło:

www.en.wikipedia.org/wiki/List_of_most_expensive_paintings